| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Add to Technorati Favorites .
wtorek, 24 listopada 2009
Święty wójt, sołtys i radny

Lokalni włodarze za życia stali się świętymi. To nie żart. - W wiejskim kościółku w Dargosławiu pod Gryficami, w oknach zamontowano witraże, lecz podobizny świętych zakryto zdjęciami sołtysa, radnego i b. wójta. Więcej można zobaczyć (witraż też) Tutaj.

Cóż, proboszczowie jak i ludzie dzielą się na mądrych i niemądrych (żeby nie powiedzieć na głupich). Proboszcza z Dargosławia zaliczam do drugiej kategorii. Na twitter napisałem: Gdyby wybierano najgłupszego proboszcza, to ten miałby szansę na zwycięstwo. 

Może od razu uprzedzę komentarze odwołujące się dawnej sztuki sakralnej, gdy na witrażach, rzeźbach i obrazach znajdowały się znane i nieznane twarze, które pozowały artyście. Owszem tak było. Jednak umieszczanie w dzisiejszych czasach na witrażu twarzy lokalnych włodarzy jest szczytem głupoty i co najmniej brakiem smaku, jeśli nie profanacją. 

Na pocieszenie dodam, że sam proboszcz się zreflektował i obiecał usunąć twarze gminnej elity z kościelnych okien.

Wielebny Pacewicz

Ciekawy tekst przeczytałem na portalu Frondy dzięki Twitter’owi. Polecam i wam przeczytać. Tekst znajduje się Tutaj. Już sam tytuł zachęca do lektury: "Jak „pastor” Piotr Pacewicz nawracał Agatę Buzek na protestantyzm". 

Według Frondy Głównym wątkiem rozmowy Pacewicza z Agatą Buzek w "Wysokich obcasach", dodatku do "Wyborczej", jest religia. Ojciec aktorki, szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, jest protestantem, a matka, Ludgarda Buzek, katoliczką. Agata wybrała wyznanie matki. Publicysta "Gazety" bierze się więc za rozpatrywanie różnic między rzymskimi katolikami a luteranami, ale w sposób tendencyjny.

Zapoznałem się z wersją katolickiego portalu. Nie czytałem artykułu w "Wysokich Obcasach". Trudno mi więc komentować sprawę. Jeśli ktoś ma link do tekstu (niestety nie znalazłem) niech go wklei w komentarzu, lub jeśli ktoś czytał papierowe, weekendowe wydanie "Gazety Wyborczej" z załączonymi "Wysokimi obcasami", to niech koniecznie napisze czy Pacewicz rzeczywiście się tak skompromitował, czy rzeczywiście wcielił się w protestanckiego katechetę i usiłował przeprowadzić Agatę Buzek z zaściankowego i obrzydliwego Kościoła Katolickiego na niwę protestancką? Może Fronda przesadza?

Ps: [25.11.09] Refleksja po przeczytaniu wywiadu P. Pacewicza z A. Buzek w komentarzu.

poniedziałek, 23 listopada 2009
Uchwała w sprawie krzyża

Wojna o krzyże rozpętała się we Włoszech, po wyroku Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu . Batalia w błyskawicznym tępię rozlała się na kolejne kraje utożsamiające się z chrześcijaństwem. Szybko pole bitewne zdominowali politycy, którzy na atakowaniu krzyża zrobili i nadal robią polityczną karierę. Jedni przed drugimi prześcigali się w radykalnych pomysłach wyrzucania z przestrzeni publicznej symbolów wiary. Szczególnie (zgodnie z wielowiekową tradycją) uparto się na symbole katolickie. 

W Polsce prym pod tym względem (też tradycyjnie) wiodło SLD i medialnie dzięki krzyżom wskrzeszona pewna deputowana z małopolski, choć z pomorskiego, o której słuch zaginął do czasu haniebnego wyroku Trybunału. Równie aktywne były inne panie o poglądach lewicowych, z tym że owe „inne panie” do dyskusji przystępowały w miarę cywilizowany i merytoryczny sposób. (na marginesie: w sprawach wiary na lewicy najbardziej aktywne są kobiety wspierane przez góra dwóch mężczyzn).

Prawica też nie byłaby sobą, gdyby sprawy krzyży nie wykorzystała do rozgrywek politycznych. I nie mam tu na myśli racjonalnych argumentów, bo tych nie zaliczam do politycznej pyskówki. Na myśli mam działania nowego ugrupowania z Ludwikiem Dornem na czele, które jak mniemam chcę głośno krzyknąć o swoim istnieniu używając do tego celu uchwały sejmowej „w sprawie ochrony wolności wyznania i promocji wartości będących wspólnym dziedzictwem narodów Europy”. A krzyczeć będzie miał kto. Już słyszę głosy posłów obsadzających kilka ław po lewej stronie Sejmu. 

I choć sam z treścią dokumentu się zgadzam, to nie widzę żadnego sensu podejmowania uchwały w czasie, gdy krzyż nie jest w żaden sposób zagrożony w naszym państwie. Po co więc koło poselskie Polska Plus i pozostali posłowie z PO i PIS, którzy projekt uchwały poparli, akurat teraz chcą bronić krzyży. Przed czym? Przed marginalną i nic dziś nie znaczącą grupką zwolenników niezdrowej (patologicznej) świeckości państwa?

Uchwała nie ma żadnej mocy prawnej. Jest jedynie gestem parlamentu używanym do upamiętnienia pewnych wydarzeń, jak widać - również do wyrażenia pewnej dezaprobaty. Jej zasadność i potrzebę uchwalenia pochwaliłbym wówczas, gdyby sprawa odnosiła się do Polski, gdyby Trybunał „Praw Człowieka” ukarał nas za wieszanie krzyży. Wówczas byłby to jasny sygnał skierowany do trybunału i fanatycznych zwolenników laickości państwa. Podjęcie uchwały w obecnym czasie i kontekście trafia w próżnie, lub co najwyżej jest pożywką dla garstki obsesyjnych zwolenników higienicznej laickości. 

Byłbym za tym, żeby podejmowanie takich (słusznych w treści) uchwał zachować na odpowiedni czas. Bo kto wie, czy za tydzień ktoś nie poskarży się trzeciej władzy na swoją krzywdę wywołaną patrzeniem na krzyż. Wtedy co? Odkurzymy uchwałę z przed pięciu lat i tak zamanifestujemy nasze wartości?

piątek, 20 listopada 2009
Stwierdzenie nieważności małżeństwa

W tym tygodniu media zajęły się sprawą unieważnienia małżeństw katolickich. Pisały i mówiły o tym wszystkie ważniejsze media. Watykański rocznik statystyczny podaje, że do sądów biskupich w Polsce trafia rocznie niemal 3,5 tysiąca wniosków o orzeczenie nieważności sakramentu małżeństwa. Ten wynik daje nam drugie miejsce na świecie, za Włochami, podaje "Dziennik Polski".

Dla jasność na początku stwierdzam, że dane są niepokojące i mogą sprawić, że coraz częściej będziemy traktować sakrament małżeństwa mniej poważnie, licząc na ewentualną furtkę w postaci stwierdzenia nieważności sakramentu, gdyby nam się nienajlepiej wiodło w małżeństwie. Takie traktowanie małżeństwa jest niepoważne i z góry sugeruje nasze złe zamiary.

Dostrzegam jednak pewne pozytywy w danych zaprezentowanych przez watykański rocznik. Skoro ludzie występują o unieważnienie małżeństwa, to świadczy to o tym, że wielu ludzi pragnie żyć w zgodzie z nauką kościoła. Świadczy to również o wzroście naszej świadomości "prawnej" w kościele, z tym, że może być to efekt uboczny medialnego zainteresowania tematem, które być może pośrednio przyczynia się do wzrostu liczby pozwów?

Media zawsze są przesadnie zainteresowane liberalnym podejściem kościoła do niektórych spraw. Taka ich natura. Jednak i tu warto odnotować pewien pozytyw. W znakomitej większości przypadków dziennikarze nie stosują już terminu „rozwód kościelny”, a coraz częściej używają poprawnej nomenklatury w postaci: „stwierdzenie nieważności małżeństwa”.

Wracając do meritum, trzeba stwierdzić, że dzieje się źle. Każdy rozpad małżeństwa, bez względu na to czy małżeństwo było cały czas ważne, czy może jedynie domniemane jest tragedią dla rodziny. Może sądy kościelne powinny więcej przyłożyć się do tego, co w sądach świeckich nazywane jest rozprawą pojednawczą. Może kościół bardziej powinien angażować się w odbudowanie małżeństwa?(małżeństwo może się uważnić). Innych sposobów na ograniczenie takiego zjawiska niema.

czwartek, 19 listopada 2009
Radio Maryja nie jest antysemickie

Szczęśliwi Ci, którzy ten blog czytają. Inaczej (chyba że czytacie artykułu KAI) nie dowiedzielibyście się takich ciekawych rzeczy: Radio Maryja nie jest antysemickie, nie szerzy ideologii Narodowej Demokracji, a typ pobożności, jaki lansuje jest głęboki i autentyczny, a nie rytualistyczny, kolektywistyczny i powierzchowny. Do takich wniosków doszła grupa socjologów z Uniwersytetu Warszawskiego z prof. Ireneuszem Krzemińskim na czele. Polecam przeczytać cały artykuł, bo z przykrością stwierdzam, że inne portale takich wiadomości nie podają. 

Dobrze, że ktoś podjął się przeprowadzenia takich badań. Niestety często stajemy się ofiarami medialnych manipulacji i zwykłego pomawiania innych. Choć media ojca Rydzyka z pewnością są specyficzne, to dobrze czasami samemu wyrobić sobie zdanie na temat treści prezentowanych w Radiu Maryja czy w Telewizji Trwam, niż kierować się opinią innych mediów, którym jest nie po drodze z "targetem" toruńskiej rozgłośni. Artykuł KAI zalecam przeczytać do końca, żeby wiedzieć gdzie najczęściej przykleja się opiniotwórcze łatki z których później ciężko wybrnąć. 

Dobrze się stało, że za wynikami badań stoi autorytet poważnej instytucji jaką jest Uniwersytet Warszawski oraz nazwisko znanego profesora socjologii. Takie badania są niepodważalne, nawet przez te środowiska, które lubią przekazywać nierzetelne informacje. Szkoda tylko, (to również o czymś świadczy) że "niepoprawne" informacje nie trafiają do szerszej publiczności. Póki co wynikami badań nie zainteresowały się żadne poważne media.