| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Add to Technorati Favorites .
poniedziałek, 07 listopada 2011
Wolna niedziela powinna być prawem człowieka

Wczorajszą niedzielę można było spędzić na wiele sposobów. Piękna pogoda, ciepło (jak na listopad), rodzinna atmosfera. Cóż chcieć więcej? Do południa Msza Święta, po południu do wyboru, do koloru. Może być ohydne lenistwo przed telewizorem lub aktywny wypoczynek na łonie przyrody. Co kto lubi. Niestety nie wszyscy mogą sobie pozwolić na miłe, spędzone w gronie najbliższych chwile. Wczoraj na twitterze napisałem:

Link kończący powyższy wpis prowadzi do serwisu „Wiara”, w którym mowa o wspólnym liście do wiernych, który razem mają wystosować kościoły zrzeszone w Polskiej Radzie Ekumenicznej. Odezwa ma przypominać, że niedziela jest dniem świątecznym, przeznaczonym na eucharystię, wypoczynek, rodzinne spotkania. Tych przyjemności pozbawione są osoby, które w niedzielę harują, choć nie muszą. I tylko dziwie się, że w tej sprawie wspólnego listu do tej pory nie napisano. Jego redakcja nie może sprawić żadnych doktrynalnych problemów, bo w tej sprawie wszystkie kościoły mówią jednym głosem.

Jedynym argumentem przeciwników wolnych niedziel są względy ekonomiczne. Czyli żadne. Bezcenne są przecież te chwile, które spędzić możemy razem, z najbliższymi. Domyślam się, że gdy list zostanie w kościołach ogłoszony, to pojawią się głosy tak zwanych obrońców świeckiego państwa. Zapewne pojawią się też argumenty przekonujące o tym, że przecież wolne się należy, ale przecież nie musi być to niedziela.

Otóż, by wszyscy członkowie rodziny mogli wspólnie świętować, a gdy są niewierzący – cieszyć się sobą, muszą mieć wolne w jednym czasie. I tu siódmy dzień tygodnia wydaje się dniem najbardziej oczywistym. Nie interesuje mnie, jak niedziela będzie w poszczególnych familiach obchodzona. „Kowalscy” wybiorą się do kościoła, a „Nowakowie” będą w łóżkach wylegiwać się do obiadu, oglądając „Dzień Dobry TVN”. To już jest prywatna sprawa rodziny. Grunt, by jej członkowie mogli nacieszyć się swoją obecnością. Wręcz takie rozwiązanie powinno zostać wpisane do katalogu praw człowieka.

niedziela, 06 listopada 2011
Ambiwalentnie o księdzu Bonieckim

Choć spóźniony, to jednak odniosę się do zakazu wypowiedzi dla księdza Adama Bonieckiego. Przypominam (w dzisiejszej rzeczywistości medialnej było to dawno, dawno temu) zgromadzenie księży marianów zakazało medialnej aktywności byłemu redaktorowi „Tygodnika Powszechnego” po tym, jak kilkakrotnie zabrał głos w publicznej debacie na temat Nergala i obecności krzyża w Sejmie.

Otóż uważam, że marianie nie powinni takich zakazów nakładać, a ksiądz Adam Boniecki nie powinien takich rzeczy mówić.

Ksiądz Boniecki występując w koloratce, jako duchowny, powinien jasno - „tak, tak; nie, nie”- powiedzieć, że ludzie przeciwni naszej wierze postępują co najmniej niewłaściwie.  

O tym, że postawa księdza Adama Bonieckiego był nieodpowiednia świadczy zachowanie ludzi, którzy stanęli w jego obronie tylko dlatego, że są przeciwni krzyżowi w parlamencie, obecności kościoła w życiu publicznym, a każda „wpadka” instytucji kościelnych jest z lubością przez nich wykorzystywana.

Niestety ową „wpadkę” zaliczyło zgromadzenie księży marianów, które księdza Bonieckiego zakneblowało, wydając lakoniczny komunikat, w którym nawet słowem decyzji tej nie wytłumaczono:

"W związku z przekazywanymi w mediach różnymi informacjami na temat ks. Adama Bonieckiego MIC oświadczam, że decyzją Przełożonego Prowincji Polskiej Zgromadzenia Księży Marianów, ks. Adam Boniecki MIC został zobowiązany do ograniczenia swoich wystąpień medialnych do Tygodnika Powszechnego. Żadne inne ograniczenia w jego dotychczasowej działalności nie zostały na niego nałożone."

To jest cały komunikat. Jeśli już koniecznie prowincja marianów chciała w tej kwestii się wypowiedzieć, mogła się od słów księdza Adama po prostu zdystansować.  Kneblowanie zawsze rodziło u mnie negatywne odczucia i zawsze nakazywało stawać w obronie karanych. Tak było, gdy podobne, a nawet sroższe reprymendy nakładano na księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

W całej sytuacji znalazłem też pozytywny aspekt. Do tej pory zakazy, nagany i inne środki dyscyplinujące nakładano na księży usytuowanych bardziej na prawo. Zapewne kara dla księdza wywodzącego się z środowiska postępowego musiała być dla tej części kościoła szokiem. Zresztą pokazują tu medialne reakcje. Być może ta nieszczęśliwa lekcja pozwoli liberalnemu skrzydłu poczuć czym są takie „zakazy” i jak bardzo krzywdzą. Sęk w tym, że krzywdzeni konserwatyści nadal pozostają kościołowi wierni. Tym liberalnym wówczas trudniej w kościele pozostać. 

piątek, 28 października 2011
Sejmowy krzyż jest z Jasnej Góry

Ruch poparcia pewnego jegomości złożył wczoraj do Marszałka Sejmu pismo w którym, zwrócili się „o wydanie zarządzenia nakazującego usunięcie krzyża łacińskiego, znajdującego się w sali posiedzeń Sejmu RP, który został tam umieszczony sprzecznie z prawem w nocy z 19 na 20 października 1997 r. przez ówczesnych posłów na Sejm RP III Kadencji, pp. Tomasza Wójcika i Piotra Krutula.”

Wczoraj dowiedziałem się, że ów „łaciński krzyż” wykonali ojcowie paulini z Jasnej Góry. Krucyfiks zrobiony jest z hebanowego drewna, które pochodzi z ołtarza w kaplicy cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Zawieszona na krzyżu figurka Chrystusa pochodzi z dziewiętnastowiecznej pasyjki, której pochodzenia nigdy nie ustalono.

Co prawda, proweniencja sejmowego krzyża nic nowego do dyskusji o jego dalszych losach na sejmowej ścianie nie wnosi, ale dobrze czasem wiedzieć o substancji z której ten konkretny symbol katolicyzmu i całego chrześcijaństwa został wykonany.

W piśmie złożonym do Marszałka posłowie elekci przekonują, że to pogwałcenie praw, świeckości państwa, że „separacja przyjazna”, i tak dalej (stara, wiele razy maglowana śpiewka). W całym tym piśmie najbardziej zastanowił mnie fakt , że chyba z dziesięć razy zamiast „krzyż” napisano: „krzyż łaciński”. Jasne więc jest to, że chodzi tu o rzymski katolicyzm, którym światłe towarzystwo się brzydzi. Gdyby dziś w nocy ktoś  wlazł na sejmową sale i „łaciński” podmienił na „prawosławny” problemu by niebyło?

wtorek, 18 maja 2010
Szkoda, że samolot nie spadł 7 kwietnia

Być może obecnie trwająca prezydencka kampania wyborcza sprawi, że biura prasowe działające przy diecezjalnych kuriach wreszcie się obudzą. Dotychczas ich aktywność ograniczała się jedynie do wydawania oficjalnych komunikatów oraz aroganckiego powtarzania „bez komentarza” (zasłaniając ręką obiektyw kamery), lub „ksiądz biskup obecnie nie przebywa na terenie kurii” (zdanie wypowiadane przez domofon do dziennikarza trzymającego mikrofon przy głośniku). Wczoraj wiele się zmieniło. Oby na dłużej. Najlepiej, żeby stało się to powszechnie stosowaną praktyką.

Naprawdę rzadko zdarza się, żeby hierarchia w terenie – częściej to robi episkopat – dementowała cokolwiek. Do tej pory prawdy, półprawdy i kłamstwa były ostentacyjne przemilczane. To w epoce wszechobecnych, nowoczesnych mediów zawsze kościołowi wychodziło na złe.

Sprostowanie słów Andrzeja Wajdy, który w usta przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski włożył zdanie, którego abp Józef Michalik nigdy nie wypowiedział powinno być normalną praktyką.

Poniedziałek 17 maja 2010

Komunikat Kurii Metropolitalnej w Przemyślu

Kuria Metropolitalna w Przemyślu wyraża protest wobec niezgodnej z prawdą insynuacji wypowiedzianej w dniu 16 maja 2010 r. przez Członka Komitetu Honorowego Kandydata PO na Prezydenta RP, a wyemitowanej przez stacje telewizyjne i powielonej przez portale internetowe, jakoby Biskup przemyski miał powiedzieć, iż żałuje, „no jeżeli Pan Bóg musiał już ten samolot koniecznie zrzucić to nie mógł siódmego". Takie słowa nie zostały wypowiedziane przez żadnego Biskupa przemyskiego i jako nieprawdziwe naruszają ich dobre imię. Tego rodzaju nieodpowiedzialna i nieprawdziwa wypowiedź Członka Komitetu Honorowego jest niegodna ludzi kultury politycznej i demaskuje intencje autorów obliczone na podważanie dobrego imienia Kościoła. Równocześnie oczekujemy na sprostowanie danej wypowiedzi, która fałszywie przedstawia nauczanie przemyskich Księży Biskupów, a którzy jak słyszeliśmy to wielokrotnie, z wielką troską i bólem wypowiadali się na temat tragedii pod Smoleńskiem z dnia 10 kwietnia 2010 roku.

Andrzej Wajda, sugerując, że biskup przemyski powiedział w homilii, iż żałuje „że w Katyniu nie spadł samolot rządowy, ale 7 kwietnia” strzelił „gafę” sobie i Bronisławowi Komorowskiemu, który z uśmiechem wysłuchiwał przemówień członków swojego honorowego komitetu wyborczego.

Przykro patrzeć, jak ludzie mniej lub bardziej zasłużeni dla naszej ojczyzny ośmieszają się i sami się deprecjonują (np. W. Bartoszewski).

Panie Andrzeju! Stawianie tak poważnych zarzutów jednemu z najważniejszych polskich hierarchów wymaga wcześniejszego przygotowania. Szczególnie wtedy, gdy zarzut stawia osoba uważana (także przez samego siebie) za moralny autorytet, intelektualistę.

Wracając do sprawy oświadczenia przemyskiej archidiecezji mam nadzieję, że to nie jednorazowe wydarzenie, a stała praktyka. Tylko takie, stanowcze działania mogą przypominać o dobrej twarzy polskiej hierarchii, której często dostaje się za niezasłużone winy.

Z niecierpliwością oczekuję na sprostowanie pana Andrzeja Wajdy. Sądzę, że podobne sprostowanie powinien przygotować sztab wyborczy marszałka Komorowskiego.

sobota, 08 maja 2010
Józef Kowlaczyk Prymas Polski

Sprawdziły się wcześniejsze przewidywania. Prymasem został dotychczasowy Nuncjusz Apostolski w Polsce, arcybiskup Józef Kowalczyk.

Jego sylwetki nie trzeba w Polsce nikomu przedstawiać. Urząd ambasadora Stolicy Apostolskiej wypełniał od dwudziestu jeden lat. Przez ten czas zdarzyło mu się kilka „wpadek” (abp Wielgus, abp Peatz), jednak trudno przez dwie dekady nie popełnić żadnego błędu. Choć poza wspomnianymi „winami” niektórzy zarzucali hierarsze kierowanie się nie tylko merytorycznymi przesłankami przy wskazywaniu tak zwanego „terno” w procedurze powoływania nowych biskupów. Niewątpliwie pewien cień na osobę nuncjusza rzuciły informację o jego ewentualnej współpracy z służbami „tamtej polski”. Rejestracja Józefa Kowlaczyka jako „kontaktu informacyjnego” została wytłumaczona służbowymi obowiązkami. Kościelna komisja wyjaśniająca te wątki biograficzne zdecydowanie oczyściła hierarchę z tych zarzutów.

Tak to zawsze jest, że oceniając czyjąś sylwetkę skupiamy się na rzeczach raczej negatywnych. Warto jednak wskazać na parę pozytywów. Niewątpliwie po stronie plusów należy zapisać wielokrotnie organizowane papieskie pielgrzymki do polski. Także przygotowanie i doprowadzenie do ratyfikacji konkordatu. Arcybiskup zawsze żywo uczestniczył w religijnym życiu, przewodniczył ważnym uroczystością religijnym, wychodząc po za swoje obowiązki. Często zabierał głos w ważnych dla kraju sprawach. Raczej milczał, gdy poruszano kwestie bioetyczne i obyczajowe. Dla jednych na plus, dla drugich na minus, należy zaliczyć mu dystansowanie się (nawet krytykę) środowiska „Radia Maryja”. Jeśli chodzi o politykę, z racji pełnienia swoje funkcji (występował w roli obywatela Watykanu) oficjalnie nie opowiadał się po żadnej ze stron. Doskonale potrafił współpracować z każdą opcją polityczną.

Abp Kowalczyk ma 72 lata. Oznacza to, że swój nowy urząd będzie wypełniać jeszcze na pewno przez trzy lata. Jednak już dziś można zaryzykować tezę, że okres jego urzędowania zostanie, tradycyjnie już, wydłużony o kolejne dwa lata. Będzie zapewne Prymasem aktywnym, podobnie jak Glemp czy Wyszyński. Jego poprzednik, abp Muszyński raczej był prymasem wycofanym, ograniczającym się do niezbędnego minimum.

Zapewne już niedługo Benedykt XVI na głowę abp Kowalczyka nałoży kardynalski biret. Można się tego spodziewać jeszcze w tym roku. Gdyż słyszy się, że papież na jesieni 2010 roku planuje konsystorz, na którym znacząco uzupełni opustoszałe (z racji wieku i śmierci) kolegium kardynalskie i elektorskie.

Nominacje dla Kowalczyka należy chyba przede wszystkim traktować w kategoriach nagrody za wieloletnią dyplomatyczną posługę, ale również jako zerwanie z pewną niezdrową sytuacją, w której nuncjuszem jest obywatel tego samego państwa.

W roli Prymasa arcybiskup Józef Kowalczyk na pewno się sprawdzi. W końcu wywodzi się ze "szkoły" Wojtyły.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32