| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Add to Technorati Favorites .
czwartek, 27 października 2011
Wiara z przemocą nie ma nic wspólnego

Po dwudziestu pięciu latach w Asyżu spotykają się przedstawiciele religii nie tylko chrześcijańskich. Zorganizowane po raz pierwszy przez Jana Pawła II międzywyznaniowe spotkanie spowodowało ćwierć wieku temu niemałe poruszenie wewnątrz kościoła katolickiego. Dziś burzą się jedynie środowiska katolickie, którym raczej obce są posoborowe zmiany, a kręgi kościołowi obce wolą zasłonić oczy i zatkać uszy, bo „Asyż” wytrąca im oręż do walki.  

Pierwsze, międzyreligijne spotkanie w Asyżu zwołane zostało zaledwie dwadzieścia jeden lat po zakończeniu Vaticanum Secundum, który w dość zasadniczy sposób zmienił spojrzenie Kościoła katolickiego na inne religie. Dwie dekady po zakończeniu obrad nie wszyscy, mam tu szczególnie na myśli hierarchów i teologów, zdążyli przetrawić  soborowe dokumenty – tym bardziej, że wielu czytało je przecież z ogromną pieczołowitością.

Dziś Benedykt XVI bez żadnych oporów, jako papież uczestniczy w spotkaniu bezpośrednio nawiązującym do 27 października 1986 roku. W spotkaniu, którego głównym przesłaniem jest modlitwa o pokój, uczestniczą przedstawiciele wszystkich wyznań chrześcijańskich, muzułmanie, buddyści. Zaproszone są  delegacje sikhów, zaratusztrianizmu, dżinizmu, wyznawcy bahaizmu, konfucjanizmu i taoizmu. Tegoroczny modlitewny „szczyt” różni się od poprzedniego tym, że uczestniczą w nim także osoby niewierzące.

Główną intencją modlitw, ale i głównym przesłaniem spotkania w Asyżu jest zaprzestanie wykorzystywania religii do wzniecania zamętu, wojen, terroryzmu, przemocy. Znamienne są słowa papieża Benedykta XVI, który powiedział, że „Jako chrześcijanin chciałbym powiedzieć w tym miejscu: tak, w historii również w imię wiary chrześcijańskiej uciekano się do przemocy. Uznajemy to z wielkim wstydem”

To bez wątpienia historyczne zdanie, choć przecież nie pierwszy raz w kościele wypowiedziane. Jako chrześcijanie, jako katolicy mamy grzechy na sumieniu i o nich nie zapominamy. W dzisiejszych czasach musimy często o tym przypominać, bo środowiska przeciwne kościołowi katolickiemu oraz religii jako takiej, z lubością wykorzystują nasze upadki. Wolą przy tym zapominać, że upaść, ale podnieść się z grzechu, żałować i zadośćuczynić jest rzeczą najpiękniejszą, na jaką pozwala nam Boże Miłosierdzie. Wstydzić musimy się wszystkich grzechów, ale pamiętajmy, że kompromitują nas jedynie złe czyny, z których nigdy przed Bogiem się nie rozliczyliśmy.

Śmieszne są argumenty osób uznających się za naszych przeciwników, którzy z agresją i napastliwością sięgają do historycznych danych, by nimi – nie zawsze celnie – uzasadniać tezy o szkodliwej, bo rodzącej przemoc, agresję, nienawiść (!) działalności kościoła. I dla nich, dziś, papież przygotował kontrargumenty – „Jako osoby religijne musi nas dogłębnie niepokoić, że tu religia faktycznie motywuje przemoc. W sposób bardziej finezyjny, ale wciąż brutalny religia jawi się jako przyczyna przemocy również tam, gdzie dokonują jej obrońcy jakiejś religii przeciw innym. Przedstawiciele religii, którzy przybyli w 1986 roku do Asyżu zamierzali powiedzieć - a my z mocą i wielką stanowczością to powtarzamy - że to nie jest prawdziwa natura religii. Jest to natomiast jej wypaczenie i przyczynia się do jej destrukcji”.

Najmniej przyjemny jest fakt, że o ile przeciwnicy KK tego wspaniałego spotkania nie dostrzegają, to najbliżsi nam w wierze lefebryści uznają je za złe i szkodliwe. - „Niech Pan zdejmie zasłonę z serc ludzi Kościoła, aby uznali, że jedyny możliwy pokój między ludźmi, to pokój Chrystusowy, w Królestwie Chrystusa” - stwierdza komunikat włoskiego dystryktu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Dodatkowo, w ramach zadośćuczynienia, dziś włoscy lefebryści poszczą. Cóż, modlitwy, postu nigdy za wiele. Warto jednak przypomnieć przeciwnikom soborowych zmian, że w Asyżu nie mamy do czynienia z synkretycznym przenikaniem się różnych wyznań. Asyż stał się natomiast miejscem, w którym obok siebie modli się o pokój wielu ludzi różnych religii. To że są obok siebie, nie oznacza, że w kwestiach wiary są razem. To dość istotna różnica.

sobota, 26 grudnia 2009
Medialny sens Bożego Narodzenia

Incydent w Watykanie – to najważniejszy medialny tytuł świąt Bożego Narodzenia. Stacje telewizyjne pokazywały zdarzenie z Bazyliki Św. Piotra po setki razy. Do każdej chałupy dotarła ta wstrząsająca wiadomość. Psychicznie chora kobieta rzuciła się na Benedykta XVI, a ten się przewrócił. Żółte i czerwone paski wiły się jak szalone. Zajście komentowali specjaliści od antyterroryzmu i zawodowi ochroniarze. Watykańskie zajście zostało rozłożone na czynniki pierwsze, analizowane było klatka po klatce – raz z kamer telewizyjnych, raz z kamer z telefonów komórkowych. Dzięki ekspertom wiemy, że papież jest ochraniany profesjonalnie. Kamienie pospadały nam z serc. 

Kogo by tam obchodziło co papież powiedział w homilii podczas pasterki. Nie ważne co zawarł w orędziu przed błogosławieństwem Urbi et Orbi. Dziś newsem jest to, że się ktoś rzucił na papieża. 

Staram się zrozumieć takie podejście mediów. W końcu było to w pewnym stopniu ważne zdarzenie. Jednak inne były ważniejsze. Im nikt nie poświęcił zbyt wiele uwagi. Niektóre redakcje coś tam przemyciły do materiałów informacyjnych o „Incydencie w Watykanie”. Było to góra zdanie – coś w rodzaju papież złożył życzenia i apelował o pokój. 

Jeśli jest jeszcze ktoś zainteresowany homilią Benedykta XVI z Mszy świętej „Pasterskiej” niech zajrzy TUTAJ. Orędzie wygłoszone przed błogosławieństwem Urbi et Orbi dostępne jest TU.

środa, 23 grudnia 2009
Ewangelia na Wigilie

Przed nami kolejna wigilia. Najbardziej rodzinny dzień w roku. Warto zrobić wszystko, by ten dzień różnił się od innych spotkań rodzinnych. Żeby nie było to familijne posiedzenie, przy suto zastawionym stole. Tylko radosne oczekiwanie na prawdziwe przyjście Jezusa. Zróbmy więc wszystko, by było tak jak trzeba. A jak trzeba?

Zacznijmy wigilijną wieczerzę od wspólnej modlitwy. Wcześniej zapalmy świece. Odczytajmy ten fragment z Łukaszowej ewangelii (Łk 2, 1-20):  

„W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta1, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie». I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: «Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania»

Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił». Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane”

Na koniec wszystkim życzę wspaniałych Świat Bożego Narodzenia, byście przeżyli je nie tylko przy świątecznym stole, ale w duchu i we wspólnocie Kościoła!

czwartek, 26 listopada 2009
Wewnętrzny ekumenizm

Niema nic gorszego od rodzinnych nieporozumień. Szczególnie tych, które mają miejsce na łonie Kościoła katolickiego. Takie lekkie nieporozumienia wdarły się do Kościoła na Ukrainie. Przyczyną niesnasek jest współistnienie obok siebie dwóch różnych obrządków tego samego kościoła. Kościoła Rzymskokatolickiego i Kościoła Grekokatolickiego.

Swojego czasu Lwów był jedynym miastem w którym obok siebie przebywało dwóch urzędujących kardynałów metropolitów. Kardynał obrządku wschodniego (Grekokatolickiego) Lubomyr Huzar i nasz rodak kardynał obrządku łacińskiego Marian Jaworski. Obecnie krad. Jaworski jest na emeryturze. Jego miejsce zajął (także Polak) arcybiskup Mieczysław Mokrzycki (II sekretarz Jana Pawła II). Koegzystencja obu obrządków jak do tej pory przebiegała "raczej dobrze" niż "dobrze".  

Owo "raczej" wyrosło z nieporozumień, jak to w rodzinie bywa – majątkowych (też historycznych, o czym zdanie na końcu). Kościół Greckokatolicki jest na Ukrainie obrządkiem dominującym, czterokrotnie liczniejszym od obrządku Rzymskokatolickiego. Jak łatwo się domyśleć tłem nieporozumień są kościoły. Grekokatolicy ociągają się ze zwrotem świątyń należnych obrządkowi zachodniemu. Więcej o sprawie za KAI podaje Wyborcza.

Podobne problemy pojawiły się swojego czasu również u nas. Odwrotnie ustawione były wówczas strony sporu. To my, rzymscy katolicy ociągaliśmy się ze zwrotem kościołów katolikom greckim. Dziś już takich problemów niema. Dzielimy się świątyniami jak możemy. Przecież różni nas jedynie obrządek. Łączy nas ta sama wiara i przewodnictwo papieża.  

Ufam, że kwestia sporów na Ukrainie zostanie załatwiona pomyślnie dla obu stron. Prowadzenie sporu o świątynie powoduje wrażenie rozłączności obu obrządków. To znów nienajlepiej wróży współistnieniu obrządku rzymskiego z nowo tworzonymi ordynariatami dla byłych anglikanów, którzy nawrócili się na katolicyzm. 

Do tej pory obrządek łaciński raczej nie współistniał z licznymi kościołami wschodnimi. Wyjątkiem jest tu Europa Środkowo – Wschodnia, także Polska, która (choć obrządkowo jednorodna) przyzwoicie współistnieje ze strukturami obrządków wschodnich. Teraz jednak pozostałym Kościołom (szczególnie) Europy Zachodniej oraz Kościołowi Ameryki przyjdzie zmierzyć się z bliskim sąsiedztwem nowych współbraci (eksanglikanie) w Kościele Katolickim.

Przykład sporów zachodnio – wschodnich pokazuje, że do podobnych sporów może dochodzić na styku dwóch innych pełnoprawnych struktur Kościoła Katolickiego. Nie twierdze, że sąsiedztwo takie spory determinuje, ale z pewnością stwarza podstawy do obaw. Obawiam się, że hierarchia nie posiada odpowiedniego instrumentarium do ich rozwiązywania, a dialog może trwać w nieskończoność z krzywdą dla jednej ze stron. Rozwiązaniem powinna być instytucja kościelna, które takie spory rozwiązywałaby zanim przerodzą się w otwarta wojnę majątkową (i nie tylko). Skoro Kościół potrafi prowadzić dialog ekumeniczny, często dogadywać się z różnymi innymi wyznaniami (wypożyczać kościoły, kaplice), to dialog wewnętrzny powinien być dla hierarchi pestką.

PS: NA koniec dodam, że dialogu między obrządkami nie ułatwiają do dziś nierozwiązane kwestie historyczne. Przykład arcybiskupa Szeptyckiego doskonale to obrazuje. Więcej w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” w artykule Awantura o abp. Szeptyckiego.

piątek, 13 listopada 2009
Pierwsze anglikańskie reakcje

Stolica Apostolska ogłosiła w tym tygodniu konstytucję apostolską, która reguluje powrót anglikanów do jedności z Rzymem. W związku z tym wydarzeniem pojawiły się już trzy reakcje na ten dokument. Dwie pierwsze reakcje krytykują zbytnią liberalizację anglikanizmu, ale różnią się od siebie w sposób zasadniczy co do dalszych kroków. Pierwsza reakcja (Ad1.) to pierwszy indywidualny głośny powrót do Kościoła katolickiego. Reakcja druga (Ad2.) to czekanie na „cud”, który musiałby wyhamować liberalne zapędy nowego trzonu kościoła anglikańskiego. Pytanie czy ten cud się wydarzy? Reakcja trzecia (Ad3.) to trochę spóźniona refleksja anglikańskiej hierarchii, która zdaje się nie wie co ma sama zrobić ze sobą w zaistniałej sytuacji, a zwierzchnik kościoła anglikańskiego zachowuje się tak, jakby siedział okrakiem na barykadzie między anglikańskimi liberałami i konserwatystami którą sam współbudował. 

Ad1. Radio Watykańskie: Jeden z najpoczytniejszych pisarzy anglikańskich podjął decyzję o przejściu na katolicyzm. Graham P. Taylor jest duchownym i autorem bestsellerowych powieści, głównie dla dzieci i młodzieży. „Decyzję tę podejmuję z bólem w sercu – napisał on w dzienniku Yorkshire Post. – Kocham Kościół anglikański, nigdy nie sądziłem, że będę musiał go opuścić, jednakże dziś zsuwa się on w liberalną otchłań, staje się po ludzku nieużyteczny, a przy tym nie daje już żadnej nadziei, miłości ani łaski”. W przekonaniu G. P. Taylora, kościół anglikański „stał się duchownym ramieniem Partii Pracy. Jego biskupi więcej dziś mówią o zmianach klimatycznych niż o Ewangelii, a swą słabością wyludniają świątynie. Grahama Taylora pociąga do katolicyzmu silne poczucie własnej tożsamości, a także dostojność liturgii. Katoliccy zwierzchnicy mają odwagę bronić moralności. „Świecka prasa ośmiesza wiarę katolików, ale ci się nie poddają”

Ad2. Radio Watykańskie: „Nie nadszedł czas, by opuścić Wspólnotę Anglikańską” – napisał nigeryjski biskup Peter Akinola, przewodniczący największej frakcji konserwatywnych anglikanów o nazwie GAFCON. – Jesteśmy bardzo wdzięczni Kościołowi katolickiemu za tę łaskawą propozycję i jest nam przykro, że w konsekwencji aktualnego kryzysu naszej umiłowanej Wspólnoty Anglikańskiej konieczne było podjęcie takiego bezprecedensowego kroku”. Nigeryjski hierarcha zapewnia, iż wciąż jeszcze wierzy w możliwość uzdrowienia Wspólnoty Anglikańskiej i jest dumny z dziedzictwa anglikańskiej reformacji. Zaznacza jednak, że przyszłość anglikanizmu zależy od jego wierności nauczaniu Pisma Świętego.

Ad3. Fronda: Zwierzchnik Kościoła Anglii Rowan Williams uważa, że przyszłość anglikanizmu jest „chaotyczna i niepewna”. I przekonuje, że można być jednocześnie dobrym katolikiem i anglikaninem ( nie wiem co maiłoby to oznaczać – luceat). Brytyjscy komentatorzy nie pozostawiają na hierarsze suchej nitki. - Arcybiskup Canterbury mówił o „chaotycznej i niepewnej przyszłości”. A kto ponosi winę za nią, Wasza Świątobliwość? - pyta komentator „The Daily Telegraph”, Damian Thompson. - Winne są działania arcybiskupa, który stara się zadowolić wszystkich, wyświęcając kobiety na biskupów i jednocześnie zachęcając przeciwników tego czynu do pozostania we Wspólnocie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14