| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Add to Technorati Favorites .
poniedziałek, 17 maja 2010
Zboczony jak ksiądz

Maturalny szczyt mamy już za sobą. Kończą się ostatnie egzaminy. Teraz przed abiturientami najważniejsze życiowe decyzje. Niektórzy naukę będą kontynuować w seminariach duchownych. Przykro patrzeć, jak niektórzy próbują młodym chłopakom obrzydzić ewentualną naukę i formacje w tych placówkach.

Niedawno ukazał się w „Polityce” artykuł „Gdy zdradza ksiądz”. Przesłanie tekstu jest takie: w seminariach roi się od zboczeńców, kobieciarzy, gejów, kryptohomoseksualistów i pedofilów. Przyszli księża często łamią reguły celibatu, po święceniach wchodzą w bardziej lub mniej ukrywane związki z osobami różnych płci.

Nie dziwię się, że po takich „laurkach” liczba powołań spada. Młody człowiek rozstrzygając we własnym sumieniu decyzję o dalszej drodze życia nie ma łatwo. Skoro chce zostać duchownym, to pewnie „coś jest z nim nie tak”.

Tekst „Polityki” jest dla kościoła bardzo szkodliwy. Po pierwsze może wpłynąć na obniżenie liczby powołań. Po drugie kreuje nieprawdziwy wizerunek kościoła, a po trzecie może zachęcić homoseksualistów do poszerzania grona kleryków. Z artykuły wyłania się raj dla mniejszości seksualnych, gdzie w przytulnych i komfortowych warunkach można dać upust swym nieuporządkowanym zachowaniom.

Tekst oparty jest na badaniach amerykańskich i polskich. Te pierwsze są niemiarodajne dla naszego kościoła. W Stanach popełniano wiele błędów podczas formacji przyszłych kapłanów. W skrajnych przypadkach bywało i tak, że klerycy traktowani byli jak zwykli studenci. Spotykali się na zajęciach, po nich wracali na przykład do akademików. Trudno było wśród nich wyłowić jednostki niezdolne do kapłaństwa. Innych, podobnych nadużyć było więcej.

Jeśli chodzi o badania polskie, to przeprowadził je Józef Baniak, który takich „dociekań” (niekiedy w artykule nazywanych „szacunkami”!) przeprowadził kilka. Kościół (co uważam za wielki błąd) nigdy ich oficjalnie nie komentował. Trudno nie przyglądając się im z bliska ocenić ich wiarygodność. Jednak zakładając ich reprezentatywność – od czego byłby w innych warunkach daleki – wyłania się z nich w artykule negatywny obraz kościoła.

Ja te dane przeinterpretuje pozytywnie. 70 - 80 procent polskiego kleru jest orientacji heteroseksualnej. Odsetek księży (hetero i homo), którzy przestrzegają celibatu wynosi 80 procent. Wynika z tego, że wśród trzydziestu tysięcy polskich kapłanów „niewiernych” jest około sześciu tysięcy. To pewnie i tak dużo. Ale przecież obracamy się wśród szacunków i niepewnych badań. Analizujemy artykuł, którego tezy opierają się na niemiarodajnych dla nas badaniach amerykańskich i polskich „szacunkach” prof. Baniaka.

Na dodatek mało przekonują mnie takie niejasne stwierdzenia jak to:

„Księża geje przyrzekają celibat tak samo jak heterycy i podobnie jak oni niekiedy go łamią. Tu zaczynają się jednak różnice: ponieważ seks między mężczyznami jest w Kościele tak silnie piętnowany, księża uprawiają go w głębokiej konspiracji, często we własnym gronie. W rezultacie, jeśli cokolwiek wychodzi na jaw, to przypadki skandalizujące”

Jak więc mamy to rozumieć? Trzeba doszacować grono księży homoseksualistów łamiących celibat, bo lepiej się maskują? Mnie to nie przekonuje.

Dla polskiej części Kościoła katolickiego ten artykuł jest po prostu niesprawiedliwy. Bo czy opisywanie zboczeń amerykańskich, austriackich czy też włoskich duchownych połączone z polskimi szacunkami i sondażami profesora Baniaka, bez podawania polskich (z wyjątkiem abp Peatza) przykładów, a z przytaczaniem najczęściej amerykańskich przejawów „nieskromnego zachowania” jest rzetelnie przygotowaną publikacją prasową?

Każdy odpowiedzieć na to pytanie powinien sam. Najlepiej wcześnie czytając omawiany artykuł, który znajduje się Tutaj.

wtorek, 24 listopada 2009
Święty wójt, sołtys i radny

Lokalni włodarze za życia stali się świętymi. To nie żart. - W wiejskim kościółku w Dargosławiu pod Gryficami, w oknach zamontowano witraże, lecz podobizny świętych zakryto zdjęciami sołtysa, radnego i b. wójta. Więcej można zobaczyć (witraż też) Tutaj.

Cóż, proboszczowie jak i ludzie dzielą się na mądrych i niemądrych (żeby nie powiedzieć na głupich). Proboszcza z Dargosławia zaliczam do drugiej kategorii. Na twitter napisałem: Gdyby wybierano najgłupszego proboszcza, to ten miałby szansę na zwycięstwo. 

Może od razu uprzedzę komentarze odwołujące się dawnej sztuki sakralnej, gdy na witrażach, rzeźbach i obrazach znajdowały się znane i nieznane twarze, które pozowały artyście. Owszem tak było. Jednak umieszczanie w dzisiejszych czasach na witrażu twarzy lokalnych włodarzy jest szczytem głupoty i co najmniej brakiem smaku, jeśli nie profanacją. 

Na pocieszenie dodam, że sam proboszcz się zreflektował i obiecał usunąć twarze gminnej elity z kościelnych okien.

Wielebny Pacewicz

Ciekawy tekst przeczytałem na portalu Frondy dzięki Twitter’owi. Polecam i wam przeczytać. Tekst znajduje się Tutaj. Już sam tytuł zachęca do lektury: "Jak „pastor” Piotr Pacewicz nawracał Agatę Buzek na protestantyzm". 

Według Frondy Głównym wątkiem rozmowy Pacewicza z Agatą Buzek w "Wysokich obcasach", dodatku do "Wyborczej", jest religia. Ojciec aktorki, szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, jest protestantem, a matka, Ludgarda Buzek, katoliczką. Agata wybrała wyznanie matki. Publicysta "Gazety" bierze się więc za rozpatrywanie różnic między rzymskimi katolikami a luteranami, ale w sposób tendencyjny.

Zapoznałem się z wersją katolickiego portalu. Nie czytałem artykułu w "Wysokich Obcasach". Trudno mi więc komentować sprawę. Jeśli ktoś ma link do tekstu (niestety nie znalazłem) niech go wklei w komentarzu, lub jeśli ktoś czytał papierowe, weekendowe wydanie "Gazety Wyborczej" z załączonymi "Wysokimi obcasami", to niech koniecznie napisze czy Pacewicz rzeczywiście się tak skompromitował, czy rzeczywiście wcielił się w protestanckiego katechetę i usiłował przeprowadzić Agatę Buzek z zaściankowego i obrzydliwego Kościoła Katolickiego na niwę protestancką? Może Fronda przesadza?

Ps: [25.11.09] Refleksja po przeczytaniu wywiadu P. Pacewicza z A. Buzek w komentarzu.

piątek, 20 listopada 2009
Stwierdzenie nieważności małżeństwa

W tym tygodniu media zajęły się sprawą unieważnienia małżeństw katolickich. Pisały i mówiły o tym wszystkie ważniejsze media. Watykański rocznik statystyczny podaje, że do sądów biskupich w Polsce trafia rocznie niemal 3,5 tysiąca wniosków o orzeczenie nieważności sakramentu małżeństwa. Ten wynik daje nam drugie miejsce na świecie, za Włochami, podaje "Dziennik Polski".

Dla jasność na początku stwierdzam, że dane są niepokojące i mogą sprawić, że coraz częściej będziemy traktować sakrament małżeństwa mniej poważnie, licząc na ewentualną furtkę w postaci stwierdzenia nieważności sakramentu, gdyby nam się nienajlepiej wiodło w małżeństwie. Takie traktowanie małżeństwa jest niepoważne i z góry sugeruje nasze złe zamiary.

Dostrzegam jednak pewne pozytywy w danych zaprezentowanych przez watykański rocznik. Skoro ludzie występują o unieważnienie małżeństwa, to świadczy to o tym, że wielu ludzi pragnie żyć w zgodzie z nauką kościoła. Świadczy to również o wzroście naszej świadomości "prawnej" w kościele, z tym, że może być to efekt uboczny medialnego zainteresowania tematem, które być może pośrednio przyczynia się do wzrostu liczby pozwów?

Media zawsze są przesadnie zainteresowane liberalnym podejściem kościoła do niektórych spraw. Taka ich natura. Jednak i tu warto odnotować pewien pozytyw. W znakomitej większości przypadków dziennikarze nie stosują już terminu „rozwód kościelny”, a coraz częściej używają poprawnej nomenklatury w postaci: „stwierdzenie nieważności małżeństwa”.

Wracając do meritum, trzeba stwierdzić, że dzieje się źle. Każdy rozpad małżeństwa, bez względu na to czy małżeństwo było cały czas ważne, czy może jedynie domniemane jest tragedią dla rodziny. Może sądy kościelne powinny więcej przyłożyć się do tego, co w sądach świeckich nazywane jest rozprawą pojednawczą. Może kościół bardziej powinien angażować się w odbudowanie małżeństwa?(małżeństwo może się uważnić). Innych sposobów na ograniczenie takiego zjawiska niema.

poniedziałek, 16 listopada 2009
Krzyż w polskim godle

Strona główna portalu Gazeta.pl: Katolicy chcą umieścić krzyż w polskim godle. Będzie projekt ustawy. Środowiska katolickie domagają się umieszczenia symbolu krzyża w godle narodowym i herbach miast. Jeszcze w tym tygodniu taką propozycję skierują do Sejmu i prezydenta. Inicjatorem zmian są członkowie Stowarzyszenie Unum Principium. Całość artykułu Tutaj

To w końcu kto chce umieszczenia krzyża w Polskim Godle? Z artykułu wynika, że katolicy. Jestem katolikiem i nie popieram takiego pomysłu. Odważnie wypowiem się również za innych: większość polskich katolików będzie przeciw. Dlaczego więc artykuł tak sugeruje?

Jak rozumiem tytuł nawiązuje do inicjatora, czyli do stowarzyszenia Unum Principium, które zostało nazwane "katolickim środowiskiem". Otóż samo stowarzyszenie nie jest katolickie. Nie jest, bo organizacja nie ma wymaganej przez Kościół asysty kościelnej (opiekuna) i nie zostało przez kościół uznane za "katolickie". Nie można więc stowarzyszenia tak okrełśać, nie można sugerować, że inicjatywa ma coś z katolikami wspólnego. Tytuł jest więc nieprawdziwy i krzywdzący. Niech autor tytuł zmieni. Proponuje: Stowarzyszenie Unum Principium chce umieścić krzyż w polskim godle. 

Takie insynuacje przyczyniają się potem do ideologicznych wojenek i stanowią pożywkę dla antyklerykalnych polityków i obywateli, którzy potem takie bzdury powtarzają, powielając nieprawdziwe informacje.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7