| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Add to Technorati Favorites .
środa, 26 października 2011
Wracam, jak gdybym nigdy nie wyszedł

Od 20 maja ubiegłego roku milczałem. Szczerze powiedziawszy nie chciało mi się tu zaglądać, pisać, czytać, wdawać się w dyskusje. Straciłem ochotę na komentowanie tego, co w kościele i Kościele się dzieje. Nie straciłem wiary, nie stałem się apostatom. Wciąż uważam się za katolika. Jednym zdaniem: w sprawach wiary u mnie wciąż  bez zmian. Przestałem piać, bo nie widziałem w tym sensu.

Na swój blog trafiłem przypadkowo. Szukałem w sieci informacji o ceremoniarzu Jana Pawła II, arcybiskupie Piero Marinim i google mnie tu przyprowadziło . Po 16 miesiącach musiałem przypomnieć sobie hasło (do twittera nadal nie pamiętam, boję się także skorzystać z opcji odzyskania kodu). Potem przeczytałem kilka notek wstecz, przejrzałem zakładki. Dobrze, że w Internecie nie ma kurzu. Musiałbym tu pewnie długo ściągać pajęczyny, a tak będę musiał zabrać się za zdejmowanie starych linków. Na przykład w zakładce ważne, wielkimi literami, informacja o tym, że Kazimierz Nycz został metropolitą warszawskim, a Leszek Głódź będzie miał bliżej na plażę.

Słowem nie wspominam o tym, że Jan Paweł II został błogosławionym, Nycz jest  kardynałem, a Józef Życiński nie żyje. To tylko część zmian, jakie dokonały się w ostatnim czasie i z pewnością zmieniły nasz K/kościół w Polsce. W całej wspólnocie KK też się wiele wydarzyło. Jednak nie tak dużo, by mówić o przeobrażeniach.

Od razu zaznaczam, że nie od razu rzucę się wir dostosowania tego miejsca do obecnej rzeczywistości (muszę nauczyć się nowego edytora, przypomnieć sobie kilka spraw technicznych). Nie będę też wracał do przeszłości. Po prostu wracam jak gdybym nigdy nie zaprzestał. Jak mi to wyjdzie? Pokażą najbliższe dni, a może nawet tygodnie.

środa, 14 kwietnia 2010
Żałobne hieny

Trwa żałoba narodowa. Od chwili tragicznej katastrofy minęły zaledwie cztery dni, a już przez nasz kraj przetacza się żałosna dyskusja o miejscu pochówku Pary Prezydenckiej.

Jest mi wstyd za tych wszystkich ludzi, którzy w sposób podły lekceważą wolę rodziny, którzy za wszelką cenę podsycają podziały w ojczyźnie, którzy nie bacząc na żałobę potrafią bezczelnie z imienia i nazwiska wskazywać rzekomego pomysłodawcą miejsca spoczynku Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki. Wskazać kogoś, kto „śmiał” wpaść na pomysł złożenia ciała Głowy Państwa na Wawelu.

Smoleńska tragedia odsłoniła prawdziwe oblicza niektórych osób. Wielu z nich ceniłem do wczoraj. I podobnie w drugą stronę. Tych, których nie mogłem jeszcze do wczoraj znieść, dziś szanuje.

Jak można (w trakcie żałoby!) dzielić członków prezydenckiej rodzin na dobrych i złych? Na tych, którzy knują i tych, którzy „raczej takich decyzji nie podejmowali”? Te podłe, niczym nie poparte „rozważania” mają dla mnie wymiar wyłącznie polityczny. Zastanawiałem się jak nazwać kogoś, kto potrafi tak podle zaatakować osobę pogrążoną w żałobie. I wiem jak taką osobę nazwać. Zachowam to jednak dla siebie.

Nie do nas należy decyzja o wyborze miejsca spoczynku pierwszej osoby w państwie i jego żony. Po co więc to ciągłe jątrzenie i dzielenie nas na zwolenników i przeciwników? Czy już w czwartym dniu żałoby wzbudził się polityczny lęk w niektórych politykach, którym katastrofa zawaliła sztuczny świat stworzony przez fachowców od politycznego marketingu?

środa, 16 grudnia 2009
Trybunał zawstydza SLD

Sojusz Lewicy Demokratycznej ponosi klęskę za klęską w Trybunale Konstytucyjnym. Dopiero co padło powództwo SLD w sprawie wliczania do średniej ocen z religii, a teraz nastała kolejna przegrana Lewicy przed TK w sprawie dotowania z budżetu państwa katolickich wyższych uczelni. Sprawiedliwości stało się więc zadość, państwo może (według mnie musi) dotować szkolnictwo wyższe, z którego przecież nie korzystają wyłącznie katolicy.

Cieszę się z wyroku Trybunału podwójnie. Po pierwsze dlatego, że orzeczenie zaknebluje w końcu usta zaślepionym lewicową ideologią aktywistom, którzy zwykli przy każdej okazji zarzucać kościołowi „dojenie państwa”. Okazało się, że owo „dojenie” jest konstytucyjnie uzasadnione. Po drugie cieszę dlatego, bo mam nadzieję, że lewica (SLD) da sobie już spokój z kolejnymi chybionymi wnioskami, które zamiast splendoru i chwały przynoszą im wstyd. W końcu jako twórcy konstytucji z 1997 roku powinni znać ustawę zasadniczą doskonale. 

Najbardziej żal mi sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy zawaleni są robotą po uszy, a dodatkowo są włączani w lewicowe wojenki z kościołem, których jedynym zadaniem zdaje się być łaskotanie antyklerykalnego elektoratu. Na szczęście są to działania puste, a sądownictwo konstytucyjne demokratycznego państwa skutecznie antyklerykalne zapędy studzi.

piątek, 27 listopada 2009
Średnia w Trybunale

Wczoraj, albo przedwczoraj w poranku Radia TOK-FM Dominika Wielowieyska rozmawiała z Januszem Kochanowskim (RPO) o niekonstytucyjności (lub konstytucyjności) wliczania ocen z religii do średniej. Zapis rozmowy dostępny jest Tutaj.

Bardzo spodobał mi się tok myślenia pana J. Kochanowskiego. Przeciwnicy wliczania oceny z religii do średniej, jako główny argument niekonstytucyjności podają brak w szkołach etyki, oraz zawyżanie średniej ocen religią, ponieważ łatwiej na katechezie dostać dobrą ocenę. 

Czyli co? Powodem niekonstytucyjności (bardziej powodem pozwu do TK) ocen z religii liczonych do średniej jest niczym nie poparte przeświadczenie o kiepskiej jakości katechezy, oraz niedorozwój organizacyjny placówek edukacyjnych, które nie potrafią wprowadzić etyki do swoich szkół?

Jeden i drugi argument jest śmieszny. Nie ma żadnych badań, które potwierdziłby tezę o zawyżaniu ocen z religii. Jestem przekonany, że są one tak zawyżane jak inne oceny. Czy nauczyciele nie podwyższają ocen z matematyki uczniom, którym liczenie nie idzie zbyt dobrze? Czy nie podwyższają ocen z WFu tym, którzy mają kilka kilo za dużo, albo z plastyki i muzyki, bo ktoś niema talentu? Otóż podwyższają. 

Skoro wliczanie oceny z religii do średniej ocen jest niekonstytucyjne, bo zawyża średnią (o ile zawyża), to poprawmy system oceniania katechezy, ale bądźmy przy tym konsekwentni. Skoro ktoś nie przykłada się do plastyki czy wychowania fizycznego, niech na świadectwo dostanie pałę za brzydkiego fikołka i nieumiejętność rozróżnienia obrazów powstałych w baroku od socrealistycznych.

Skoro wliczanie oceny z religii do średniej jest niekonstytucyjne, bo nie stworzono alternatywy w postaci etyki, to coś tu jest nie tak. Bo dlaczego ocena z religii ma paść ofiarą niewytłumaczalnej dla mnie niemożności wprowadzenia lekcji etyki do szkół? 

We wspomnianej wyżej rozmowie J. Kochanowski wspomina o armii osób świetnie przygotowanych do prowadzenia lekcji etyki. Gdzie więc leży problem? Może w małej liczbie uczniów, uczęszczających na zajęcia? Przecież i to da się obejść. Można łączyć grupki uczniów i przeprowadzać wspólną lekcję, a jeden nauczyciel może mieć pełny etat np. w kilku szkołach. 

Rozwiązań jest dużo, tylko woli brak. Oby nie ucierpiała na tym ocena z religii. Ocena dla niektórych zbędna i niepotrzebna, czasami nawet śmieszna, dla innych tak samo ważna i przydatna jak pozytywna ocena z plastyki w przypadku kontynuowania nauki w Akademii Sztuk Pięknych. Warto o tym pamiętać.

poniedziałek, 23 listopada 2009
Uchwała w sprawie krzyża

Wojna o krzyże rozpętała się we Włoszech, po wyroku Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu . Batalia w błyskawicznym tępię rozlała się na kolejne kraje utożsamiające się z chrześcijaństwem. Szybko pole bitewne zdominowali politycy, którzy na atakowaniu krzyża zrobili i nadal robią polityczną karierę. Jedni przed drugimi prześcigali się w radykalnych pomysłach wyrzucania z przestrzeni publicznej symbolów wiary. Szczególnie (zgodnie z wielowiekową tradycją) uparto się na symbole katolickie. 

W Polsce prym pod tym względem (też tradycyjnie) wiodło SLD i medialnie dzięki krzyżom wskrzeszona pewna deputowana z małopolski, choć z pomorskiego, o której słuch zaginął do czasu haniebnego wyroku Trybunału. Równie aktywne były inne panie o poglądach lewicowych, z tym że owe „inne panie” do dyskusji przystępowały w miarę cywilizowany i merytoryczny sposób. (na marginesie: w sprawach wiary na lewicy najbardziej aktywne są kobiety wspierane przez góra dwóch mężczyzn).

Prawica też nie byłaby sobą, gdyby sprawy krzyży nie wykorzystała do rozgrywek politycznych. I nie mam tu na myśli racjonalnych argumentów, bo tych nie zaliczam do politycznej pyskówki. Na myśli mam działania nowego ugrupowania z Ludwikiem Dornem na czele, które jak mniemam chcę głośno krzyknąć o swoim istnieniu używając do tego celu uchwały sejmowej „w sprawie ochrony wolności wyznania i promocji wartości będących wspólnym dziedzictwem narodów Europy”. A krzyczeć będzie miał kto. Już słyszę głosy posłów obsadzających kilka ław po lewej stronie Sejmu. 

I choć sam z treścią dokumentu się zgadzam, to nie widzę żadnego sensu podejmowania uchwały w czasie, gdy krzyż nie jest w żaden sposób zagrożony w naszym państwie. Po co więc koło poselskie Polska Plus i pozostali posłowie z PO i PIS, którzy projekt uchwały poparli, akurat teraz chcą bronić krzyży. Przed czym? Przed marginalną i nic dziś nie znaczącą grupką zwolenników niezdrowej (patologicznej) świeckości państwa?

Uchwała nie ma żadnej mocy prawnej. Jest jedynie gestem parlamentu używanym do upamiętnienia pewnych wydarzeń, jak widać - również do wyrażenia pewnej dezaprobaty. Jej zasadność i potrzebę uchwalenia pochwaliłbym wówczas, gdyby sprawa odnosiła się do Polski, gdyby Trybunał „Praw Człowieka” ukarał nas za wieszanie krzyży. Wówczas byłby to jasny sygnał skierowany do trybunału i fanatycznych zwolenników laickości państwa. Podjęcie uchwały w obecnym czasie i kontekście trafia w próżnie, lub co najwyżej jest pożywką dla garstki obsesyjnych zwolenników higienicznej laickości. 

Byłbym za tym, żeby podejmowanie takich (słusznych w treści) uchwał zachować na odpowiedni czas. Bo kto wie, czy za tydzień ktoś nie poskarży się trzeciej władzy na swoją krzywdę wywołaną patrzeniem na krzyż. Wtedy co? Odkurzymy uchwałę z przed pięciu lat i tak zamanifestujemy nasze wartości?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10