| < Listopad 2011 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        
Add to Technorati Favorites .
poniedziałek, 07 listopada 2011
Wolna niedziela powinna być prawem człowieka

Wczorajszą niedzielę można było spędzić na wiele sposobów. Piękna pogoda, ciepło (jak na listopad), rodzinna atmosfera. Cóż chcieć więcej? Do południa Msza Święta, po południu do wyboru, do koloru. Może być ohydne lenistwo przed telewizorem lub aktywny wypoczynek na łonie przyrody. Co kto lubi. Niestety nie wszyscy mogą sobie pozwolić na miłe, spędzone w gronie najbliższych chwile. Wczoraj na twitterze napisałem:

Link kończący powyższy wpis prowadzi do serwisu „Wiara”, w którym mowa o wspólnym liście do wiernych, który razem mają wystosować kościoły zrzeszone w Polskiej Radzie Ekumenicznej. Odezwa ma przypominać, że niedziela jest dniem świątecznym, przeznaczonym na eucharystię, wypoczynek, rodzinne spotkania. Tych przyjemności pozbawione są osoby, które w niedzielę harują, choć nie muszą. I tylko dziwie się, że w tej sprawie wspólnego listu do tej pory nie napisano. Jego redakcja nie może sprawić żadnych doktrynalnych problemów, bo w tej sprawie wszystkie kościoły mówią jednym głosem.

Jedynym argumentem przeciwników wolnych niedziel są względy ekonomiczne. Czyli żadne. Bezcenne są przecież te chwile, które spędzić możemy razem, z najbliższymi. Domyślam się, że gdy list zostanie w kościołach ogłoszony, to pojawią się głosy tak zwanych obrońców świeckiego państwa. Zapewne pojawią się też argumenty przekonujące o tym, że przecież wolne się należy, ale przecież nie musi być to niedziela.

Otóż, by wszyscy członkowie rodziny mogli wspólnie świętować, a gdy są niewierzący – cieszyć się sobą, muszą mieć wolne w jednym czasie. I tu siódmy dzień tygodnia wydaje się dniem najbardziej oczywistym. Nie interesuje mnie, jak niedziela będzie w poszczególnych familiach obchodzona. „Kowalscy” wybiorą się do kościoła, a „Nowakowie” będą w łóżkach wylegiwać się do obiadu, oglądając „Dzień Dobry TVN”. To już jest prywatna sprawa rodziny. Grunt, by jej członkowie mogli nacieszyć się swoją obecnością. Wręcz takie rozwiązanie powinno zostać wpisane do katalogu praw człowieka.

niedziela, 06 listopada 2011
Ambiwalentnie o księdzu Bonieckim

Choć spóźniony, to jednak odniosę się do zakazu wypowiedzi dla księdza Adama Bonieckiego. Przypominam (w dzisiejszej rzeczywistości medialnej było to dawno, dawno temu) zgromadzenie księży marianów zakazało medialnej aktywności byłemu redaktorowi „Tygodnika Powszechnego” po tym, jak kilkakrotnie zabrał głos w publicznej debacie na temat Nergala i obecności krzyża w Sejmie.

Otóż uważam, że marianie nie powinni takich zakazów nakładać, a ksiądz Adam Boniecki nie powinien takich rzeczy mówić.

Ksiądz Boniecki występując w koloratce, jako duchowny, powinien jasno - „tak, tak; nie, nie”- powiedzieć, że ludzie przeciwni naszej wierze postępują co najmniej niewłaściwie.  

O tym, że postawa księdza Adama Bonieckiego był nieodpowiednia świadczy zachowanie ludzi, którzy stanęli w jego obronie tylko dlatego, że są przeciwni krzyżowi w parlamencie, obecności kościoła w życiu publicznym, a każda „wpadka” instytucji kościelnych jest z lubością przez nich wykorzystywana.

Niestety ową „wpadkę” zaliczyło zgromadzenie księży marianów, które księdza Bonieckiego zakneblowało, wydając lakoniczny komunikat, w którym nawet słowem decyzji tej nie wytłumaczono:

"W związku z przekazywanymi w mediach różnymi informacjami na temat ks. Adama Bonieckiego MIC oświadczam, że decyzją Przełożonego Prowincji Polskiej Zgromadzenia Księży Marianów, ks. Adam Boniecki MIC został zobowiązany do ograniczenia swoich wystąpień medialnych do Tygodnika Powszechnego. Żadne inne ograniczenia w jego dotychczasowej działalności nie zostały na niego nałożone."

To jest cały komunikat. Jeśli już koniecznie prowincja marianów chciała w tej kwestii się wypowiedzieć, mogła się od słów księdza Adama po prostu zdystansować.  Kneblowanie zawsze rodziło u mnie negatywne odczucia i zawsze nakazywało stawać w obronie karanych. Tak było, gdy podobne, a nawet sroższe reprymendy nakładano na księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

W całej sytuacji znalazłem też pozytywny aspekt. Do tej pory zakazy, nagany i inne środki dyscyplinujące nakładano na księży usytuowanych bardziej na prawo. Zapewne kara dla księdza wywodzącego się z środowiska postępowego musiała być dla tej części kościoła szokiem. Zresztą pokazują tu medialne reakcje. Być może ta nieszczęśliwa lekcja pozwoli liberalnemu skrzydłu poczuć czym są takie „zakazy” i jak bardzo krzywdzą. Sęk w tym, że krzywdzeni konserwatyści nadal pozostają kościołowi wierni. Tym liberalnym wówczas trudniej w kościele pozostać.